Idę powoli do mojej nudnej szkoły. Głupia zima.
Moje ubrania
są bardzo ciepłe, ale nadal mi zimno. Wchodzę do szkoły. Od razu w oko rzuca
się mój chłopak Zayn. Jeden z największych postrachów szkoły. Podchodzę do
niego szybkim krokiem.
- Hej - rzucam i otwieram swoją szafkę (mam
szafkę obok niego i Louis'a - drugiego największego postrachu w szkole).
- Hej, kochanie - mówi i całuje mnie w policzek.
Przewracam tylko oczami i wyciągam książki do Historii. Uch... historia...
Siedzę na niej z tym pedałem, Louis'em. - Idziemy gdzieś dzisiaj po szkole? -
mówi, gdy zamykam szafkę.
- Okej, ale zobaczę, bo baba od historii
powiedziała, że nam da pracę w parach, więc... - mówię, a on mnie całuje w
usta. Oddaję kilkusekundowy pocałunek. Po chwili się odrywam od niego. - To ja
już pójdę - mówię i się natychmiastowo odwracam i zaczynam iść. Nie zauważam
osoby idącej w tą samą stronę. Zderzam się z nią. Upadłabym gdyby ten 'ktosiek'
mnie nie złapał. W PASIE!!! Podnoszę swoją głowę do góry. Ktośkiem okazuje się
Louis. Tak, Tomlinson. Podnoszę się z niego i otrzepuję. – Uważaj jak łazisz –
mówię krótko.
- A może tak, dziękuję? – mówi, a ja przewracam
oczami.
- Nie, spierdalaj – mówię, i gromię go wzrokiem.
Nagle czuję jak mnie ktoś obejmuje w talii.
- Tomlinson, możesz szukać innej dziewczyny? –
mówi, a Louis zaczyna się śmiać. – Coś cię bawi? – mówi, a ja patrzę na Louis’a
z miną ‘proszę, daj spokój’.
- Przecież ona cię nie kocha – mówi. Ma rację.
Zayn’a od dawna nie kocham. Od czasu kiedy mnie zaczął bić wszystko się
zmieniło. – Mam rację Kim? – pyta się, a ja spuszczam głowę.
- Kim?! – mówi sfrustrowany Zayn.
- Kocham cię, Zayn – mówię i staję pomiędzy
chłopakami. On tylko do mnie podchodzi i ściska mój podbródek.
- No ja myślę – syczy, a do moich oczu napływają
łzy. To boli…
- Zostaw ją – syczy Louis. I do nas podchodzi. –
Słyszysz? Boli ją to! – wrzeszczy, a Zayn mnie puszcza.
- Później się widzimy, Kim – mówi i odchodzi.
Louis do mnie bliżej podchodzi.
- Boli cię? - pyta się. Och, jaki troskliwy... (wyczuj ten sarkazm).
- Niech cię to lepiej nie interesuje - mówię.
- Czemu? Jeju, tylko się pytam - mówi i się odsuwa. Puszcza mi oczko i znika gdzieś w tłumie licealistów. Odchodzę od szafek i biegnę do łazienki, żeby się wypłakać.
***
Wchodzę do klasy. Historia. O ja pierdole. Louis! Gdy podchodzę do naszej ławki on się na mnie patrzy. Lustruje mnie. Siadam do ławki. Rzucam książki i opieram się o ławkę rękami. Patrzę się przez chwilę na niego. Uśmiecha się, a ja przewracam oczami. Do klasy wchodzi nauczycielka. Siada przy biurku.
- Otwórzcie podręczniki na stronie 109 - mówi, a ja razem z Louis'em otwieram książki. - Więc dzisiaj pracujecie w parach. Każdy ma osobę w ławce, więc już nie musicie się dobierać. Nie ma zamian miejscami. Rozumiemy się panno Kim? - mówi, a ja się uśmiecham złośliwie.
- Pewnie.
- Proszę, więc zacznijmy - to będzie długa lekcja.

super ��
OdpowiedzUsuńCzekam na nn