środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 2.

- Louis - jęczę, gdy on mnie próbuje złapać za rękę.
- Nie kochasz go, prawda? - pyta, a ja rozglądam się, żeby sprawdzić, czy Zayn'a nie ma w klasie. - Nie bój się. Nie ma go w klasie - mówi.
- Tak, nie kocham go - wyznaję ze spuszczoną głową.
- Wyglądacie na szczęśliwych - mówi cicho, a ja wzdycham ciężko.
- O-on mnie b-bije - jąkam się, a on rozszerza oczy. Nie wierzy w to co mówię, ale to jest szczera prawda.
- Nie pozwolę mu już cię więcej skrzywdzić - szepcze do mnie.
- Raczej to nie będzie realne - mówię, a on przygryza wargę.
- Na pewno? Zobaczymy, Kim - mówi, a po chwili podchodzi do nas nauczycielka. Sprawdza naszą wspólną pracę, którą jakoś zrobiliśmy. Dostajemy po piątce. - Wyjdziesz gdzieś dzisiaj ze mną? - pyta, a w moim brzuchu czuję stado motylów.
- Możesz przyjść do mnie - oznajmiam.
- Dobrze. To dzisiaj po szkole, okej? - pyta, a ja kiwam głową twierdząco. Nie zwracam uwagi na to, że umówiłam się z Zayn'em. Okłamałam go. Nie kocham go. Nie chcę z nim być, ale boję się jego reakcji. Może mnie uderzyć, albo coś w tym stylu. On się nie potrafi kontrolować, gdy jest w furii. Ma takie jakieś dziwne ataki agresji. Nikt ich nie może rozwiązać. Gdyby mnie kochał to by się powstrzymywał, a nie. - Kim, dzwonek - wyrywa mnie z tranu Louis.
- A, tak - mówię i pakuję książki. Szatyn na mnie czeka. Uśmiecham się lekko i wychodzę z Louis'em z sali. Przemierzamy trzy korytarze. Siadam pod salą i czekam na nauczyciela i dzwonek. Louis robi to samo.
- Co lubisz robić? - pyta się, a ja na niego patrzę zdziwiona. Od kiedy go to obchodzi?
- Od kiedy zacząłeś się mną interesować? - pytam się, a on się do mnie przysuwa.
- Od zawsze, ale ty tego nie widziałaś - wzdycha i poprawia ze zdenerwowania grzywkę.
- No, więc lubię rysować - mówię, a on się uśmiecha. - A ty?
- Lubię śpiewać i rysować - odpowiada, a ja rozszerzam oczy. On jest miły. Od kiedy? Może to dlatego, że go nie znam z tej strony?
- Lubisz śpiewać? - pytam zdziwiona.
- Tak. To mnie odpręża - mówi. - Dzięki temu zapominam o problemach.
- Tak samo, gdy ja rysuję - mówię i w tym momencie dzwoni dzwonek na lekcję.

***

Wychodzę z klasy. Już koniec lekcji. Wyciągam mój telefon i sprawdzam godzinę. Jest 14:05. Zauważam, że Zayn do mnie podchodzi.
- Hej, kochanie - mówi i próbuje mnie przytulić, ale go odpycham. - Co jest? - mówi już lekko poddenerwowany.
- Daruj sobie te scenki miłosne - bierze mnie na odwagę.
- O co ci chodzi? - mówi zdziwiony.
- Bijesz mnie. Rozumiesz to? Jestem nieszczęśliwa, ale ciebie to nie obchodzi - mówię i mam już łzy w oczach. Zayn stoi osłupiały.
- Próbuję cię wychować - mówi, a ja mu daję w twarz. Niespodzianka Zayn! Widzę jak jego tęczówki robią się czarne. Przypiera mnie do ściany i mnie uderza w twarz. - Co ty sobie myślisz?! - wrzeszczy. - Ja nie Louis, że będę ciebie głaskać! Masz się mnie słuchać, rozumiesz to?! - z moich oczu zaczynają wylatywać łzy.
- Kochasz mnie Zayn? - mówię łkając. - Zayn - chłopak mnie puszcza i odchodzi. Ja zsuwam się po ścianie. Chowam twarz w dłoniach i zaczynam płakać. Nagle czuję czyjąś dłoń na ramieniu. Podnoszę głowę. Widzę Louis'a, który patrzy na mnie z współczuciem. - Louis - mówię cicho, a chłopak mnie do siebie przytula. Od razu oddaję ucisk. Tego mi potrzeba. Bezpieczeństwa. Kiedyś tak czułam się przy Zayn'ie. Był miły, ale się zmienił. Nawet nie wiem dlaczego. Chłopak mnie od siebie odrywa. Patrzy na moją twarz i się krzywi. - Coś nie tak? - pytam, a on wyciera moje łzy z twarzy.
- Masz czerwony policzek, Kim. On cię uderzył, mam rację? - pyta, a ja dotykam pieczącego mnie miejsca na twarzy.
- Tak, Louis. Czy to zejdzie? - pytam z nadzieją w głosie.
- Raczej tak. Kim, ja będę cię chronić, rozumiesz? Nie pozwolę, żeby ten sukinsyn cię bił, słyszysz? - mówi, a ja nie wierzę, że te słowa są wypowiedziane z jego ust.

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 1.


Idę powoli do mojej nudnej szkoły. Głupia zima. Moje ubrania są bardzo ciepłe, ale nadal mi zimno. Wchodzę do szkoły. Od razu w oko rzuca się mój chłopak Zayn. Jeden z największych postrachów szkoły. Podchodzę do niego szybkim krokiem.
- Hej - rzucam i otwieram swoją szafkę (mam szafkę obok niego i Louis'a - drugiego największego postrachu w szkole).
- Hej, kochanie - mówi i całuje mnie w policzek. Przewracam tylko oczami i wyciągam książki do Historii. Uch... historia... Siedzę na niej z tym pedałem, Louis'em. - Idziemy gdzieś dzisiaj po szkole? - mówi, gdy zamykam szafkę.
- Okej, ale zobaczę, bo baba od historii powiedziała, że nam da pracę w parach, więc... - mówię, a on mnie całuje w usta. Oddaję kilkusekundowy pocałunek. Po chwili się odrywam od niego. - To ja już pójdę - mówię i się natychmiastowo odwracam i zaczynam iść. Nie zauważam osoby idącej w tą samą stronę. Zderzam się z nią. Upadłabym gdyby ten 'ktosiek' mnie nie złapał. W PASIE!!! Podnoszę swoją głowę do góry. Ktośkiem okazuje się Louis. Tak, Tomlinson. Podnoszę się z niego i otrzepuję. – Uważaj jak łazisz – mówię krótko.
- A może tak, dziękuję? – mówi, a ja przewracam oczami.
- Nie, spierdalaj – mówię, i gromię go wzrokiem. Nagle czuję jak mnie ktoś obejmuje w talii.
- Tomlinson, możesz szukać innej dziewczyny? – mówi, a Louis zaczyna się śmiać. – Coś cię bawi? – mówi, a ja patrzę na Louis’a z miną ‘proszę, daj spokój’.
- Przecież ona cię nie kocha – mówi. Ma rację. Zayn’a od dawna nie kocham. Od czasu kiedy mnie zaczął bić wszystko się zmieniło. – Mam rację Kim? – pyta się, a ja spuszczam głowę.
- Kim?! – mówi sfrustrowany Zayn.
- Kocham cię, Zayn – mówię i staję pomiędzy chłopakami. On tylko do mnie podchodzi i ściska mój podbródek.
- No ja myślę – syczy, a do moich oczu napływają łzy. To boli…
- Zostaw ją – syczy Louis. I do nas podchodzi. – Słyszysz? Boli ją to! – wrzeszczy, a Zayn mnie puszcza.
- Później się widzimy, Kim – mówi i odchodzi. Louis do mnie bliżej podchodzi.
- Boli cię? - pyta się. Och, jaki troskliwy... (wyczuj ten sarkazm).
- Niech cię to lepiej nie interesuje - mówię.
- Czemu? Jeju, tylko się pytam - mówi i się odsuwa. Puszcza mi oczko i znika gdzieś w tłumie licealistów. Odchodzę od szafek i biegnę do łazienki, żeby się wypłakać.

***

Wchodzę do klasy. Historia. O ja pierdole. Louis! Gdy podchodzę do naszej ławki on się na mnie patrzy. Lustruje mnie. Siadam do ławki. Rzucam książki i opieram się o ławkę rękami. Patrzę się przez chwilę na niego. Uśmiecha się, a ja przewracam oczami. Do klasy wchodzi nauczycielka. Siada przy biurku.
- Otwórzcie podręczniki na stronie 109 - mówi, a ja razem z Louis'em otwieram książki. - Więc dzisiaj pracujecie w parach. Każdy ma osobę w ławce, więc już nie musicie się dobierać. Nie ma zamian miejscami. Rozumiemy się panno Kim? - mówi, a ja się uśmiecham złośliwie.
- Pewnie.
- Proszę, więc zacznijmy - to będzie długa lekcja.